Blok nr 8

Strony

środa, 6 kwietnia 2016

W drodze

Zamknęłam wczoraj na chwilę oczy i znów byłam w Palermo. Słońce ogrzewało ręce, które pchały wózek, tylko z innym dzieckiem. Gdzieś głęboko w pamięci słyszałam miły gwar ulicy, czułam smak lodów, smak szczęścia pełnego jak cannoli ricotty. Wdychałam ciepłe powietrze i wędrowałam w myślach przez wąskie ulice ozdobione suszącym się praniem.

Żadna rzecz nie jest w stanie dać mi takiej radości, jak wspólne, małżeńskie wyruszanie przed siebie. Czy blisko, czy daleko, to bez znaczenia. Ważne by spotykać nowych ludzi, poczuć nowe smaki, zobaczyć kawałek innego świata. Innego niż nasz codzienny. Zmienić perspektywę. Jestem przekonana, że w każdym nowym miejscu można dowiedzieć się czegoś więcej o sobie.

Gdy jesteśmy w drodze, rozmawiamy godzinami. Najczęściej o tym, co dla nas ważne. O planach, marzeniach, wartościach, o tym co jest trudne i o tym, co przynosi nam radość. W drodze lubimy omawiać wszystkie zaległe tematy, podejmować ważne decyzje. Pokazujemy sobie wzajemnie, co nas zachwyca, dzielimy się spostrzeżeniami, zbieramy nowe doświadczenia i przede wszystkim jesteśmy razem. Podróż pozwala nam się oderwać na chwilę od myślenia o pracy i o tym co jutro trzeba zrobić na obiad. W podróży nic nie trzeba, a wszystko można. Każda droga się do tego nadaje, nieważne jak długa. Bo tak jak często bywa w życiu, bardziej od celu liczy się sama wędrówka.

Nie mam żadnych materialnych marzeń oprócz wspólnego bycia w drodze. Budowanie podróżniczych wspomnień, które łączą nas na zawsze to prawdopodobnie moja największa pasja.




Polecam teraz włączyć Stare Dobre Małżeństwo i napisać poniżej parę słów jak to jest z waszym wędrowaniem? Kto jest domatorem, a kto lubi ruszać przed siebie? Dajcie znać gdzie się wybieracie!



6 komentarzy:

  1. "Nie mam żadnych materialnych marzeń oprócz wspólnego bycia w drodze" - mam tak samo! Nie ważne gdzie, ważne że znowu będzie można się spakować i gdzieś pojechać. Jestem spokojna tylko wtedy gdy mamy plany na następny wyjazd :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas zwykle planowanie jest krótkie, bo decyzje zapadają dość spontanicznie. Kamilowi zwykle niełatwo wyrwać się z pracy, ale jak już się uda to szybko działamy i gdzieś wyruszamy:)

      Usuń
  2. A mnie podróże z małymi dziećmi nieco przerażają ;) z jednej strony trzeba być mega zorganizowanym a jednocześnie jeszcze-bardziej-mega wyluzowanym ;-) Może ze starszymi jest łatwiej, bo póki co mam wrażenie, że mojemu dwulatkowi jest wszystko jedno czy łobuzuje na Cyprze czy w pobliskim parku :-) nie mniej zawsze podziwiam podróżujące Rodzinki ;-) pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze nie ma się czego bać, to nie takie straszne:) Po drugie, najgorzej wyjść z domu, spakować te wszystkie pieluchy, smoczki, stos ubrań na zmianę i nie wiadomo co jeszcze... Jak już jadę to jestem spokojna. Na szczęście żyjemy w wygodnych czasach, gdy wszystko jest łatwo dostępne w sklepach i ewentualny deficyt pieluch można łatwo uzupełnić:) Gdy rok temu byliśmy na Sycylii, Jaś miał 1,5 roku. Też było mu wszystko jedno gdzie jest, ale nowe doświadczenia dawały mu ogrom radości (jazda metrem, lot samolotem, gonienie gołębi , etc.) dlatego myślę, że nawet malutkie dzieci warto ze sobą zabierać, bo one właśnie najmocniej chłoną to, co je otacza! Pozdrawiam:)

      Usuń
    2. My we wrześniu byliśmy na Cyprze właśnie - teraz wspominam to z uśmiechem i cieszę się, że pojechaliśmy ale wtedy na miejscu miałam chwilę załamania i myśli "po co mi to było". A z dwójką chyba długo się nie odważę ;-)

      Usuń
    3. Oczywiście wszystko zależy od dziecka. Domyślam się, że z buntownikiem, który nie chce w żadnej materii współpracować z rodzicem, urlop może być cosik męczący;) Ja nastawiam się pozytywnie i już myślę o podróżowaniu w 4-osobowym składzie :)

      Usuń